Tlenowa Przewaga, Recenzja

Ciekawa pozycja, zwracająca uwagę na oddychanie człowieka przez nos, traktująca je trochę jako remedium na większość bolączek współczesnego stylu życia od otyłości przez chrapanie po depresję.

Ze swojej strony polecam, może nie czytanie od deski do deski, gdyż całą pozycję można podsumować jednym zdaniem “oddychaj przez nos, ZAWSZE!” to choćby zwrócenie uwagi na swój oddech, czy to podczas odpoczynku czy podczas ćwiczeń.

Mi pomogło, choć to co wydobywało się z mojego nosa przez pierwsze tygodnie biegania oddychając tylko przez nos pozostawię bez komentarza. Czuję że mam czystsze zatoki, wygodniej oddycha mi się przez nos, ograniczyłem chrapanie (nie żebym robił to nagminnie to czasem mi się zdarzało) i poprawiła mi się wydolność treningowa. Sporo plusów na taką małą czynność.

Dlaczego to działa? Według autora nasz organizm dotlenia naszą krew zależnie od ilości dwutlenku węgla w płucach. Oddychając głęboko przez usta pozbywają się dwutlenku węgla, co zmniejsza zakwaszenie organizmu i sprawia że mimo dużej ilości tlenu w płucach do krwi dostaje się go mało. Natomiast gdy wstrzymujemy oddech (co autor poleca jako codzienną praktykę) to nasz organizm adaptuje się do dużej ilości dwutlenku węgla i skuteczniej zaczyna wysycać naszą krew tlenem.

Jeśli macie jakieś pytania to piszcie śmiało na michal.maciaszek@gmail.com

Jak sprawić by trening nam służył.

    Nie da się nie trenować. Niezależnie czy uderzamy pięściami w ścianę w świątyni w Chinach, tańczymy w pointach w teatrze w Rosji czy siedzimy w biurze przez 8 godzin dziennie, nasze ciało dostosowuje się do dostarczanych mu bodźców, wzmacniając funkcje z których korzystamy i osłabiając te z których nie korzystamy, tak byśmy stali się jak najlepsi w tym co robimy. My świadomie możemy jedynie wybrać, w czym staniemy się mistrzem.

Ciało stanie się lepsze w tym co robisz, lub w tym czego nie robisz.

Jeśli się nie ruszasz, twoje ciało stanie się lepsze w bezruchu.

Jeśli się ruszasz, twoje ciało pozwoli na więcej ruchu.

— Ido Portal

    Wybór formy ruchu zależy od naszych preferencji, celów czy dostępności. Ja, ze swojej strony, polecam dołożyć coś co zapewni nam bodźce, których nie mamy na co dzień. Dla przykładu, jeśli większość czasu spędzamy siedząc, idąc lub leżąc, to pójście na siłownię i siedzenie lub leżenie na maszynach zakończone spacerem na bieżni może nie być optymalnym rozwiązaniem.

    Jeśli już wybierzemy coś dla siebie to upewnijmy  się, że nasze ciało jest gotowe do wykonywania tej formy ruchu. Jeśli  mamy płaskostopie, nasze kolana zapadają się do wewnątrz przy każdym kroku, to prawdopodobnie tańcząc lub biegając zamiast zapewnić ciału odpowiednią stymulację do rozwoju, nabawimy się kontuzji wykonując ćwiczenia, na które nie jesteśmy gotowi. Jeśli masz niewyleczoną kontuzję, wadliwe wzorce ruchowe, brak stabilności, brak mobilności lub hipermobilność w dowolnym miejscu w ciele z którą nie wiesz jak pracować, a idziesz na zajęcia na których używa się tej części ciała,  szansa że źle się to skończy rośnie wprost proporcjonalnie do intensywności treningu. Dlatego prawdopodobieństwo, że uszkodzimy się na basenie czy jodze jest mniejsze niż na Crossficie, ale tylko dlatego, że dyscypliny te różnią się od siebie intensywnością. Zwiększając częstotliwość chodzenia na jogę, możemy się przekonać, że nasze ciało da nam się we znaki w ten sam sposób co podczas bardziej intensywnych praktyk.

Nie ma czegoś takiego jak zły ruchu,

Jest tylko niewystarczające przygotowanie i brak świadomości.

– Ido Portal

    Wbrew pozorom o swoich dysfunkcjach można się dowiedzieć przed tym jak nabawimy się kontuzji. Część można zaobserwować samemu, ale prostszym sposobem jest zapytanie odpowiedniego trenera. Nie poznałem jeszcze osobiście instruktora z darem jasnowidzenia i usg w oczach. Z obserwacji klienta można sporo wyczytać. Liczenie na to, że trener prowadzący dynamiczne zajęcia dla dużej grupy nieznanych sobie ludzi, zauważy i przypilnuje naszą dysfunkcję, gdy staniemy w ostatnim rzędzie, może okazać się przecenieniem jego możliwości. Przed zajęciami koniecznie uprzedź trenera o swoich problemach z ciałem jeśli je znasz! Jeżeli trafisz na kogoś z odpowiednią wiedzą, na pewno dowiesz się  na które ćwiczenia uważać Może taki trener umówi się z Tobą indywidualnie i rozpisze ćwiczenia korekcyjne lub odeśle Cię do specjalisty. Jeśli już znajdziesz taką osobę to zachęcam do trzymania się jej. Praca z trenerem, który Cię zna, zna Twoje dysfunkcje, wie w jakim stanie zacząłeś, gdzie jesteś teraz i jakie są Twoje możliwości, jest o niebo bardziej wartościowa! Warto pamiętać, że w Polsce „Trenerem”, może się ogłosić każdy. Dyplom czy certyfikat można uzyskać za niewielkie pieniądze na licznych weekendowych kursach. Poza tym nawet jeśli trafimy do trenera z dużym doświadczeniem zawodowym, pamiętajmy, że dla przykładu instruktor tańca może nie mieć wiedzy z dziedziny fizjoterapii, czy medycyny i może kompletnie nie wiedzieć jak pracować z naszą dysfunkcją, mimo, że świetnie uczy tańca.

    Nie oznacza to, że ludzie którzy trenują i mają problemy z ciałem powinni natychmiast przestać się ruszać i ustawić się kolejce do fizjoterapeuty czy lekarza (choć czasem będzie to niezbędne). Jeśli masz małe doświadczenia jako kierowca i wyrzuca Cię na zakręcie to zamiast iść do mechanika, żeby założył Ci najlepsze opony w salonie, często wystarczy poprawić technikę jazdy. Zachowajmy przy tym  zdrowy rozsądek. Tak jak nie ma dwójki ludzi o takich samych twarzach, tak nie ma ich o takich samych biodrach, kolanach czy łokciach i coś, co zadziałało na kolegę czy koleżankę może zupełnie nie zadziałać na nas. Zachęcam jednak do próbowania, gdyż szansa że problem naprawi się magicznie sam, jest raczej mała, a oferowane w aptekach specyfiki “dla sportowców” zazwyczaj pracują jedynie nad efektem a nie przyczyną. Może przestać boleć na jakiś czas, gdy się nie ruszamy, albo do kolejnego przeciążenia, które będzie następowało coraz szybciej. Świadomość ciała i jego możliwości, nie tylko podczas ćwiczeń, ale też przy wykonywaniu codziennych czynności, jest pierwszym krokiem do doprowadzenia go do ładu.

    Zastanów się jakie ruchy wykonujesz na co dzień, a jakich nie wykonujesz (więcej o tym w kolejnym artykule) i wybierz formę ruchu, która najbardziej Ci odpowiada. Przed zajęciami przypomnij sobie o swoich dysfunkcjach, kontuzjach, problemach i poinformuj o nich instruktora. Na bieżąco aktualizuj swoją wiedzę i znajdź kogoś, kto pomoże Ci o siebie zadbać czy to poprzez korekty techniki wykonywanych ruchów, czy poprzez dobór ćwiczeń korekcyjnych albo fizjoterapię manualną. Jak to mówią “Nie przestajemy się bawić bo się starzejemy, starzejemy się bo przestajemy się bawić”.

W razie jakichkolwiek pytań zapraszam do kontaktu mailowego michal.maciaszek@gmail.com  lub na zajęcia indywidualne.

Przygotowanie do stania na rękach.

Stanie na rękach wymaga od nas używania niektórych stawów i mięśni w sposób w jaki nie używamy ich na co dzień.

Żeby zbudować solidną podstawę do dalszego rozwoju, która sprawi że nie przeciążymy tych miejsc podczas treningu, zachęcam do ćwiczeń “Prehablilitacyjnych”.

Nadgarstki – większość ludzi w dzisiejszych czasach nie jest przyzwyczajona do przeciążeń jakim nadgarstki są poddawane podczas stania na rękach (utrzymywanie całego ciężaru ciała i balansowanie nim). Zachęcam do rozciągania ich i wzmacniania dodatkowo przy każdym treningu lub nawet codziennie.

Barki – główny problem z barkami to braki w ich ruchomości i niewystarczająca siła do ich stabilizacji. Te problemy są powiązane, gdyż ciało chcąc chronić słaby staw zmniejsza jego mobilność. Proces otwierania klatki i rozciągania barków nie wydarzy się z dnia na dzień. To raczej powolny i dokładny proces. Polecam pracować nad nim przynajmniej 2-3 razy w tygodniu.

Jeśli planujesz zacząć naukę stania na rękach lub poprawić jego jakość, powyższe ćwiczenia lub ich odpowiedniki powinny zagościć na stałe w twoim treningowym menu.